Dawanie dziecku tego, co najlepsze – może być dla niego tym, co najgorsze

Category: well-being

Czego może chcieć rodzic dla swojego dziecka? Och, niewiele – po prostu wszystkiego co najlepsze. Najładniejszych ubranek, najciekawszych książek, najpiękniejszych zabawek, najcudowniejszych wspomnień, najlepszej szkoły, najzdrowszego jedzenia, najszerszych możliwości… W tych idealnych oparach mija dzieciństwo, a później nagle zza różowej mgiełki wyłania się ściana. Bum!

 

Liczba wyborów jakich dokonujemy każdego dnia jest ogromna, przytłaczająca. Chcemy wybrać najlepiej, idealnie, przetwarzamy niezliczone zasoby danych, żeby kupić najlepszy jogurt spośród setek, albo przeczytać internet, by wybrać idealny prezent. A czego musimy dokonać, żeby wybrać fotelik samochodowy albo kupić sobie komputer? Jesteśmy maksymalistami – nie zamierzamy poprzestawać na małym, zadowalać się czymś byle jakim, wciąż szukamy, porównujemy, analizujemy. Dzieci obserwują, chłoną, nasiąkają takim podejściem.

maksymaliści

 

Przekleństwo wyboru.

Mogłoby się wydawać, że nieskończona liczba możliwości jest zbawienna, bo każdy znajdzie coś dla siebie, bo możemy wszystko dopasować do indywidualnych potrzeb. Im większy mamy wybór, tym bardziej się cieszymy. Gdy w końcu wybierzemy – to z im większej puli wybieraliśmy, tym mniej jesteśmy usatysfakcjonowani z podjętej decyzji. Bo dokonanie jednego słusznego wyboru w wielu dziedzinach jest w zasadzie niemożliwe. I tu pojawiają się problemy…

Pamiętam, jak wybierałam w lato miejsce na krótki wyjazd. Oczywiście chciałam, żeby było przystępnie cenowo, żeby na miejscu był basen, żeby w okolicy były fajne szlaki dobre dla maluchów – kierowałam się pewnie kilkunastoma kryteriami. Przejrzałam setki ofert i po tym maratonie byłam gotowa całkowicie zrezygnować z wyjazdu, bo poczułam, że nie da się wybrać tego jednego najlepszego miejsca, a ja przecież chciałam tylko najlepsze. W końcu resztkami rozsądku podjęłam decyzję. Czy wtedy było już ok? Nie, bo patrząc na kolor narzut na łóżku w hotelowym pokoju przypominały mi się inne widziane łóżka i wciąż gdzieś w podświadomości tliła się wątpliwość podkopująca zadowolenie z dokonanego wyboru.

 

Poczucie winy.

Świat daje nam nieograniczony wybór, rodzice dają nam wszystko co najlepsze – jeśli więc coś się nie uda, coś okaże się błędem, to będzie tylko nasza wina. Nie będzie można podzielić się odpowiedzialnością z zaistniałymi okolicznościami, z jakimś niedoborem na rynku. Nie dla wszystkich, ale dla wielu, najlepszą strategią, by uniknąć poczucia winy jest wycofanie się, odpuszczenie, jakieś fantomowe ruchy zamydlające oczy.

Czytałam niedawno o tym, że kawiarnia Starbucks w Stanach ma najlepiej wykształcony personel. Dzieciaki chcą tego, co najlepsze (i nie chodzi o kawę). Rozwinęły wiele talentów, skończyły dobre szkoły, mają różnorodne zainteresowania i nagle bum! Paraliż. Nie wiedzą co zrobić, jak wybrać, z czego zrezygnować – idą do kawowej sieciówki, żeby poczekać na tę jedną najwspanialszą propozycję, na poczucie pewności, na jakieś olśnienie. Takie życie w poczekalni.

Podobnie dzieje się, gdy ludzie miotają się nie mogąc przez lata wybrać sobie partnera, albo ulubionych płatków na śniadanie.

 

Wybranie najlepszego z możliwych nie jest możliwe w świecie nieograniczonych możliwości.

I co teraz? Może niech wystarczy nam wybranie dobrego. Nie musi być już najlepsze, niech będzie wystarczająco dobre.

Gdy w Empiku szukałyśmy z Zuzu książeczki z naklejkami, ja mówiłam: „ta ma zbyt małe naklejki”, „o, tu jest aż 150 elementów”, „zobaczmy tę z niebieską okładką”. Córka w końcu westchnęła, powiedziała „mamo, ja kocham taki brokat” i pociągnęła mnie w stronę kas. Wybrała i była szczęśliwa, a we mnie kotłowały się myśli – z powodu książeczki z naklejkami na jeden wieczór!

 

Jak wyplenię w sobie maksymalistkę, by nie zarażać niewinnych jednostek?

1. Opublikuję ten tekst. Nie jest najlepszy, nie jest idealny – ale niech będzie wystarczający wedle moich kryteriów. Taka terapia wstrząsowa.

2. Nie porównuję. Ani siebie z kuzynką, ani jabłka z gruszką, ani prawa z socjologią. Izoluję swój wybór i pielęgnuję zadowolenie we własnym sosie.

3. Jestem wdzięczna. Świadomie wyliczam swoje decyzje, wybory, stan posiadania i odnotowuję w myśli i w notesie plusy. Mam tendencje do ich pomijania. Wydaje się, że przecież korzyści są i już, a to nad stratami trzeba się pochylać, by je eliminować. Bzdura, to wypacza rzeczywistość.

4. Godzę się z tym, że nawet przy najlepszych chęciach, największym zaangażowaniu i optymalnej wiedzy – wielu wyborów dokonuję obarczona jakimś błędem poznawczym. Tak jest, i tak właśnie jest ok.

5. Przestaję wierzyć, że świadome spuszczenie z tonu i zgoda na coś nieidealnego jest wyrazem lenistwa czy braku ambicji. To po prostu racjonalna strategia. Nie można dłużej wybierać książki z naklejkami, niż zajmuje dziecku ich naklejanie.

 

Znacie te problem? Czy może doskonale czujecie się w świecie nieskończonych możliwości a przeczesywanie internetu w poszukiwaniu najpiękniejszych skarpetek lub najtańszych pieluszek jest dla Was źródłem samej przyjemności i satysfakcji? Ja chyba dzisiaj w ramach terapii kupię tak zwany pierwszy-lepszy sweter. Dwa lata czekam na ideał i trochę mi zimno.

 

PREVIOUS POST

Rodzicielska filozofia państwa środka

NEXT POST

A to dobre #2 + kalendarz na listopad do pobrania

Related articles

Rodzicielska filozofia państwa środka

Dzieci się komponują, jak słoma do butów

bunt dwulatka

Kurs przygotowawczy do bycia rodzicem dwulatka

  • Życie nie musi być idealne, ale dobrze, żeby było szczęśliwe:)

  • Rzeczywiście mam z tym trochę problemów. Mam poczucie, że chciałabym młodej dać wszystko. Chciałabym, żeby na wszystko było mnie stać. Dawniej obiecywałam sobie, że nie będziemy kupować mnóstwa zabawek, a teraz po prostu toniemy w plastiku.

    Niedawno pisałam u siebie o przekleństwie nadmiaru wyboru w kontekście zajęć dodatkowych. Wydaje mi się, że rodzice potrafią popaść w przesadę, chcąc zapisać dziecko na jak najwięcej zajęć, byle tylko było produktywne. To też nie jest fajne.

  • Męczy mnie czasami szukanie tego NAJ bo przecież jest taki wybór. Jeśli chodzi o podejście do życia i do dzieci zawsze staram się szukać złotego środka 🙂

  • Czasami najwięcej dajemy nie dając nic…Zwłaszcza gdy dziecko rośnie, czasami trzeba trochę się odsunąć, dać mu przestrzeń do samodzielnego dectdowania.

  • Niedzielnykucharz.pl

    Ja często myślę o tym, że musze zapewnić synkowi to co najlepsze – ma pol roku a ja juz mysle o jego edukacji:) zastanawiam się – czy dajemy mu wszystko – w niędzyczasie wyrzucając kolejny napoczęty tylko słoiczek bobovity. A potem slysze o niemowlaczku, ktory w Syrii umarł z głodu i mysle sobie, ze gdybym mogła natychmiast wzięłabym go do siebie i dała polowe tego co ma Miłosz. I tak starczyłoby dla obu. Naprawdę nasze dzieci mają wszystko..

  • Cieszę się, że do Ciebie trafiłam. Wyczuwam głos „złoto-środkowego-rozsądku” 😉 Aktualnie czekam na narodziny córeczki i jestem w czasie przeprowadzki, więc doskonale rozumiem, co chciałaś przekazać w swoim poście. Ile rzeczy zbędnych posiadam – szok. Na szczęście NIE CHCĘ więcej. Tę postawę staram się też przekuć na niewpadanie w zakupowy, noworodkowy szał. Mam nadzieję, że zakup swetra Ci się uda 😀 ?

    • Eeeh – jeszcze nie kupiłam 🙂
      Powodzenia przy wszystkich Waszych fundamentalnych nowościach 🙂