Matko! Hej, to ok.

Category: Relacje

Macierzyństwo poza ogromną dozą miłości i mądrości życiowej implikuje również sporo strachu i poczucia winy. Różne rzeczy w życiu można przewartościować, odrzucić, zwiać przed nimi, ale w swym matkowaniu każda mama chce być najlepszą wersją z możliwych i nie planuje poddawać się, odpuszczać, iść na skróty. Proza życia daleka jest jednak od pastelowego obrazka i szybko okazuje się, że pomimo wielkiej miłości do dzieci największym marzeniem jest kilka godzin bez nich i gdy trzecią dobę się nie śpi to uśmiech na ustach może być co najwyżej udawany, a czasem za chwilę ciszy gotowe jesteśmy kupić najpaskudniejszą maszkarę w zabawkowym.

Gdzieś tam jednak wciąż kołacze się myśl, że tego to nie wypada matkom, że nie przystoi, że trzeba inaczej, że źle, że jak to wygląda, że przecież matka to wzór, ideał, ostoja. Musi dać radę sama, musi wiedzieć, musi spędzać czas tylko w sposób wartościowy i niosący wartość rodzinie, o sobie powinna myśleć na końcu, a gdy jest szczupła i zadbana to na pewno zaniedbuje rodzinę, a gdy pracuje na cały etat, jest bezduszną karierowiczką, gdy nie pracuje zawodowo jest leniem bez ambicji, gdy…

 

Odpuścimy sobie samym i innym nam podobnym. To zupełnie ok, że:

-Matki nudzi zabawa z dzieckiem

Bo jak kocha to się pobawi? No może czasem się pobawi, ale wcale nie musi czerpać z tego przyjemności. Nudzą mnie przeraźliwie gry z kostką i pionkami, nie znoszę czytać po raz kolejny tych samych książek, nie lubię rowerka, placu zabaw i odklejania naklejek. Gdy już się podejmuję którejś z nielubianych zabaw, koncentruję się na reakcjach córek – te lubię obserwować lub włączam sobie podcast, by nie czuć tak dobitnie, że tracę czas. Z góry oznaczam, jak długo jestem skłonna uczestniczyć w zabawie i informuję, że oto poszłam na kompromis. Czasem też mówię wprost, że danej aktywności się nie podejmę – nie chcę, żeby dziecko miało błędne przekonanie, że gdy ktoś odmawia, to znaczy, że nie lubi, nie kocha, jest zły.

-Matki mają w głębokim poważaniu „dobre rady”

Skoro matce najbardziej zależy na dobru dziecka, to powinna wysłuchać wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia na temat rodzicielstwa? Skoro matce najbardziej zależy, to właśnie nie powinna. Owszem warto pytać, dowiadywać się, czytać, ale świadomie wybierając źródło porad. O dzieciach prawie wszyscy mają coś do powiedzenia i zwykle są to farmazony nie wnoszące nic poza mętlikiem w głowie. Znacie to: ‚wszyscy chcą Twojego dobra – więc nie daj go sobie odebrać’. Nie obchodzi mnie opinia o karmieniu piersią nieszkolącego się od lat pediatry, do którego przyszłam po syrop na kaszel. Nie obchodzi mnie, co o dyscyplinie sądzi wuj, który dostawał lanie i wyrósł na porządnego człowieka. Nie ma dla mnie znaczenia, co ktoś z poprzedniego pokolenia sądzi o przytulaniu, noszeniu, wspólnym spaniu, pojeniu kompotem, chodzikach… bo ten ktoś nawet jeśli z piątką dzieci na koncie, żył w zupełnie innych realiach.

-Matki mają prawo do wolnego od wszystkich i wszystkiego

W reklamie powiedzą, że matki nie biorą zwolnienia, gdy są chore, ojciec dzieciom chce odpocząć, bo miał ciężki dzień w pracy, a dzieci wiedzą, że mama jest gotowa do działania na każde zawołanie. A to nie tak… Praca w domu to też praca, dzieci choć najukochańsze też męczą, a odpoczynek, regeneracja i troska o siebie to obowiązek. Argumentów jest wiele, ale wystarczy jeden – przecież nie chciałabyś, by kiedyś dziecko odczuło, że jest odpowiedzialne za Twoje odrosty, za załamanie kariery, za gruby tyłek, za smętną minę, za cokolwiek. Marzę, by w naszych realiach mit Matki Polki został w literaturze, a nie wciąż majaczył gdzieś, jako jedynie słuszny wzór matczynej miłości – obładowanego siatami, niewyspanego poświęcenia, troski brnącej w stronę uzależniania innych od swojej pomocy i rezygnacji z siebie na rzecz pokracznie rozumianego dobra rodziny.

– Matki nie pomagają swoim dzieciom

Wieczna gotowość do pomocy to wyraz miłości? Raczej nie, ale pod wpływem owej miłości bardzo łatwo się w taki system wplątać przy okazji dając dziecku przekaz, że samo sobie nie poradzi, że gdy odmawiasz to ranisz, że cały świat powinien leżeć u stóp. Podobno absolutnie nie powinno się pomagać dziecku w sprawach, w których jest już w stanie radzić sobie samo. Aż tak konsekwentna nie jestem i zapinam buty, gdy córka zmęczona, ubieram bluzę, gdy rano zaspana, kroję kotlecik, gdy gorący. Niemniej nie zamierzam ścielić łóżka, nie zamierzam pomagać w odrabianiu lekcji, nie chcę wchodzić w żaden układ roszczeń, żądań i powinności. Sama odpowiedzialność za dziecko, sprawy, które z natury rzeczy należą do dorosłych i szeroko rozumiany proces wychowywania pochłania mnóstwo czasu i energii – gdzieś poza tym wszystkim musi być sfera powinności odrębnych dla mnie i dla dziecka. A gdy odkrzykuję na placu zabaw pięciolatce, że nie pohuśtam, bo teraz odpisuje na maile, to czuję te ostre spojrzenia (nie Zołziny, a innych dorosłych).

– Matki idą na łatwiznę

Mrożone pierogi zamiast kotlecików z kalafiora wprost z własnej uprawy, okna myte deszczem zamiast perfekcyjnej czystości osiąganej w pięć godzin dziennie, kostium pszczoły z marketu a nie spod własnej nocą łamanej igły? Takie rzeczy to skandal w świecie idealnych matek, których jeszcze jednak nikt poza swą wyobraźnią i surowym osądem nie widział. Da się oczywiście i te kotlety i okna, ale wszystko jest jakimś kosztem. Doba ma tyle samo godzin dla każdej z nas i tylko kwestią priorytetów, okoliczności i osobistych wyborów pozostaje co w nią upchniemy. Jedna piecze ciasto z fasoli, ale nie czyta dziecku książek, inna czyta, ale ma bajzel w ogrodzie, kolejna spędza godziny na spacerach, ale nie ma pracy zawodowej, a następna dużo pracuje, ale nie zajmuje się domem. To chory system, w którym czuje się, że robiąc jedno zawala się drugie, gdy się śpi, to się obowiązki zbierają, a gdy się odpoczywa, to jest się leniwą pindą. Gdy tylko ma się pomysł, jak bez straty na jakości pójść na łatwiznę, to trzeba iść, biec nawet. Czas, który wyrwiemy dla siebie, dla dzieci, dla partnera, dla rozwoju, dla hobby, dla snu jest bezcenny.

 

Odpuścimy sobie samym i innym nam podobnym.

PREVIOUS POST

Stworzone, jak dla matek - podcasty (+lista do przesłuchania)

NEXT POST

Kalendarz na czerwiec

Related articles

Rodzicielska filozofia państwa środka

Dzieci się komponują, jak słoma do butów

Skąd się biorą dzieci?

  • oj lucy lucy:))
    w punk, jak zresztą zawsze:)
    lubię, no lubię Cię czytać <3

  • Wszystko prawda, podpisuję się rękami i nogami 🙂

  • Katarzyna Wójcik Respendowicz

    Fakt:))

  • A jakże, że odgrzewam mrożone pierogi i nie zawsze mam ochotę bawić sie z córką 🙂

  • Dita

    Ty wiesz, że uwielbiam Cię czytać!:)

  • Ja też nie zawsze mam ochotę bawić się z synkiem. Zwłaszcza, że ta zabawa wygląda tak, że wszystko robię źle 😀

  • Noo, zabawa z dzieckiem może być udręką. To prawda, czasem po prostu szkoda mi czasu na patrzenie jak córka rysuje a wiem, że mam do zrobienia milion rzeczy albo po prostu wolałabym robić coś innego. Nic w tym złego, nie jest to sytuacja nagminna. Świetny ten cytat z tym, że wszyscy chcą naszego dobra. Pozdrawiam!