6 tytułów – marzę o tym, by je wreszcie przeczytać

Category: well-being

Jest kilka pozycji, na które czekam z wielką niecierpliwością. Przeczytałabym je chętnie już, teraz, natychmiast i za wszelką cenę mierzoną w złotówkach i w nieprzespanych dobach. Gdyby tylko ktoś je wreszcie napisał…

1. „Szczepić czy nie – jedyna słuszna odpowiedź”.

Dyskusji na temat szczepień jest multum, emocje często sięgają zenitu, zwłaszcza w internetach pada mnóstwo argumentów za i przeciw, z których większość to jakieś wierutne brednie. A ja bym chciała, żeby wydano jedynie słuszną publikację autorstwa setek światowych specjalistów pod redakcją jakiegoś profesora wszystkich profesorów. Niechby tam padła odpowiedź, niechby była uniwersalna i rozwiewająca wszystkie wątpliwości, niechby pozamykała buzie wszystkim oszołom siejącym panikę wśród i tak zestresowanych zdrowiem dzieci rodziców. I chociaż wiem, że jednej odpowiedzi nie ma, bo każde dziecko jest osobnym przypadkiem i czasami ze względu na stan zdrowia konieczne jest odrębna ocena, to marzy mi się merytoryczna zmowa autorytetów, bo aktualnie to świrusy się silnie jednoczą.

2. „Tajemna wiedza, która uśpi każde dziecko”.

Coś z półki między Harrym Potterem i Domem nad Rozlewiskiem. Jakiś przełomowy patent, który da się łatwo zastosować i spowoduje, że każde dziecko, o każdej porze i w każdych okolicznościach, gdy tylko będzie zmęczone położy się i po prostu (uwaga, trudne do wyobrażenia) zaśnie. Nie po 3 godzinach, nie po 20 modlitwach, nie po nalewce z makówek, nie po maratonie Świnki Peppy – tylko tak zupełnie od niechcenia – kołderka, buziak i gotowe. To byłby bestseller wszech czasów. I wielu to przewidywało – powstały peany na cześć rytuałów (nasze zaczynały się już koło południa), powstały pozycje z matematyczną precyzją rozpisujące przez ile minut należy skazywać dziecko na płacz, żeby załapało, że wszyscy mają je gdzieś i poszło spać. Miliony pomysłów – że kaszą zapchaj, że okna zasłoń ze szczelnością godną tamy na Jangcy, że nie bujaj, że bujaj. A sprawdza się i tak jedno – gdy zaśnie, to zaśnie.

3. „Miejsce” – horror wszech czasów.

Historia oparta na faktach, opowieść o miejscu, do którego trafiają wszystkie zagubione klocki Lego, wszystkie pojedyncze skarpetki i oczy rudego misia. Hipotezy wyjaśniające na co patrzą niemowlęta, gdy szeroko otwarte źrenice kierują gdzieś w pustą przestrzeń nad naszą głową, przetłumaczenie komunikatów nadawanych dziecięcym głosem przez elektroniczną nianię, gdy naszych dzieci nie ma akurat w domu. Instruktaż jak zabić włochatego pająka gołą ręką tak, by nie powielać arachnofobii w kolejnych pokoleniach.

4. „Celebryci radzą każdej gospodyni domowej”.

Najlepsze patenty od znanych z kina, z telewizji, ze sceny, z blogów i z niczego. Jak mieć płaski brzuch jeszcze przed porodem, ile zapłacić niani, żeby z naszego domu wynosiła tylko dobre o nas opinie, jaka woda jest najlepsza na diecie bezlaktozowej, bezcukrowej, bezmięsnej, bezglutenowej i bezsensownej. Rady jak karmić piersią tylko nie swoją, minimalizm dla zakupoholików, jak zmieścić kącik dla dziecka na 120 metrach kwadratowych sypialni, outfit na ustawianą sesję noworodkową, który wózek jest dla naszego dziecka naj… droższy, od którego miesiąca można przejść na ptasie mleczko.

5. Encyklopedia wszechrzeczy, czyli odpowiedź na każde ‚dlaczego’.

Dzieci na pewnym etapie zadają jakieś setki pytań. Setki na minutę. Doprawdy nie wiem, jaka mogłaby być zadowalająca odpowiedź na prawie każde pytanie zaczynające się od „dlaczego”. Wszystko co tylko powiem prowokuje do dalszych pytań, aż w końcu docieramy do takiego poziomu abstrakcji lub absurdu, że pozostaje tylko wyciągnąć czekoladkę z torebki i zmienić temat.

6. „Jak wychować szczęśliwe dziecko”.

Gdyby ktoś poznał odpowiedź, gdyby dał gwarancję… Jestem pewna, że to zagadnienie łączy wszystkich rodziców. Tych szczepiących, tych nieszczepiących, karmiących glutenem i tych od wesołych jajek, białych, czarnych i tęczowych. Wyrzekłabym się płaszczyków z Zary, lodów rzemieślniczych, wszystkich lektur począwszy od „Janka Muzykanta”, 52 metrów z 56 metrażowego domostwa. Spieniężyłabym wszystkie dobra, sprzedała nerkę i jechała na 3 etatach byleby uciułać na tę receptę. Po prostu wszystkie marzenia bledną w obliczu tego jednego. Wszystkie.

A Wam czego brakuje w podręcznej biblioteczce?

PREVIOUS POST

Ale ja Wam naprawdę dobrze życzę + plakaty wielkanocne do druku

NEXT POST

Moje dzieci są niegrzeczne? I dobrze!

Related articles

  • Wszystko o czym piszesz plus podręczny translator zachowań dziecięcych bo czasem kupę czasu zajmuje dojście że Lulka paca Ankę, bo chce ciasteczka Safari.

  • Dita

    Eee mi to tylko czasu na czytanie brakuje ;P

    • też cierpię z tego powodu. często kończy się na kilku półprzytomnych stronach przed snem

  • ja od kilku lat cierpię na ogromny brak czasu na czytanie, jakoś sam blog, rękodzieło, dziecko, praca, zwykle okazuje się ważniejsze niż czytanie. mimo, że brzmi to dziwnie, ale tak czasami mam, że wybieram inne rzeczy niż książkę, a później marudzę, że nic w tym miesiącu nie przeczytałam, półka ugina się od pozycji które czekają na lepszy moment.
    a czy do biblioteczki mozna blogi zaliczać?:P

    • chyba jako blogerki powinnyśmy twierdzić, że oczywiście 🙂

  • Moja biblioteczka wypełniona jest po brzegi ksiązkami…dzieciecymi. Niestety ja nie mam czasu czytać 🙁 Szkoda 🙁 Czasami strasznie mi tego brakuje…kiedyś bardzo lubiłam.

  • Dziubdziak

    Ah tak z tym spaniem to ewidetnie by mi się przydała😊

  • Fajowe. Wybieram : 2, 5 i 6 ! Ale to dopiero jak moja kolejka do przeczytania zmaleje 🙂

  • Ja od miesiąca nie miałam żadnej książki w dłoniach, bo po prostu nie mam kiedy czytać.

  • Haha, fajny wpis. Ja chętnie przeczytałabym w końcu jakim cudem ci, którzy trąbią o byciu nieidealnym i olewają wszystko co tylko się da, są jednocześnie zadbani, wyspani i robią olśniewające kariery z dziećmi na ręku. To dla mnie obecnie wielka zagadka 🙂 O, i jeszcze jak jeść zdrowo i nie gotować.